Magia niszczy – Ilona Andrews

Sierpień 26, 2019

Magia niszczy

Jagoda Wochlik

Ilona Andrews to pseudonim, pod którym ukrywa się pisarskie małżeństwo – Ilona i Andrew Gordonowie. Są oni autorami dwóch poczytnych serii urban fantasy – przygód Kate Daniels i serii o Rubieży. Oba cykle na polskim rynku wydaje Fabryka Słów. Niedawno otrzymaliśmy siódmy tom serii o Kate Daniels, zatytułowany „Magia niszczy”, a jak informują nas autorzy w posłowiu do książki, mają podpisany kontrakt na trzy kolejne.

Tym razem Kate musi poniekąd samodzielnie zmierzyć się z konfliktem z Rodem, organizacją nawigatorów wampirów, którym przewodzi Hugh d’Ambray, jej dawny wróg. Poza tym wielkimi krokami zbliża się też konfrontacja bohaterki z jej ojcem, do której była przez całe życie przygotowywana przez swojego opiekuna.

Jak na książkę, w której po wielu latach całkowicie zmienia się status quo serii, to „Magia niszczy” jest nudna. I to nie tak po prostu nudna. Aż chce się powtórzyć za Sherlockiem Holmesem z serialu BBC z Benedictem Cumberbatchem: „booooooorrrring”! Przez większość czasu bohaterowie albo gdzieś idą, albo skądś wracają. Niby to wszystko gdzieś zmierza, do czegoś prowadzi, ale najważniejsze kwestie giną w wielostronicowych opisach kolejnych potyczek. A to takie przecięte ścięgno, a to taki mięsień. Jakby autorzy chcieli nam udowodnić, że bohaterka minęła się z powołaniem i zamiast najemniczką powinna zostać lekarką. W najnowszym tomie przygód Kate Daniels jest masa pojedynków i praktycznie zero fabuły. A gdy dochodzi do spotkania z głównym złym serii, który jest tak zły i potężny, że oczywiście bardziej się nie da i słońce aż schowa się ze strachu przed nim, zostaje to załatwione w kilku zdaniach i bardzo nieciekawie.

Sama Kate też coraz bardziej irytuje. Kiedyś była to wytrenowana dziołcha znająca swoje ograniczenia. Lubiło się ją, bo dawała z siebie wszystko, ale obrywała po papie równie często, co każdy inny zjadacz chleba. Dziś, po siedmiu tomach, to tak niemożliwa Mary Sue, że aż trudno z nią wytrzymać. Na początku tomu czytamy, że próbuje sobie stworzyć krwistą zbroję, ale w ogóle jej to nie wychodzi. Na końcu (minęły jakieś dwa tygodnie, podczas których w ogóle nie ćwiczyła) robi to bez mrugnięcia okiem, z łatwością większą niż większość ludzi parzy sobie kawę.

Fabuła jest pełna niekonsekwencji i niedociągnięć. Na przykład: Kate otrzymuje od czarownic sweter, który ma zawsze nosić. Robi to, ale ostatecznie sweter okazuje się nieistotny i więcej się nie pojawia. Autorzy na bardzo ważny kreują też konflikt między dwoma alfami wilków, a ostatecznie jedna zabija drugą „poza kadrem”, zaś czytelnik otrzymuje informację, że już po wszystkim, bo przecież, gdyby inaczej to rozpisać, na niemal sześciuset stronach zabrakłoby miejsca na rozbudowaną scenę kolejnej potyczki Kate.

Kiedyś seria o Kate Daniels oznaczała ciekawe pomysły, a także fajnie wykreowany świat. Dziś otrzymujemy ciągle i ciągle te same wiadomości, które staremu czytelnikowi są doskonale znane, a i nowego wkurzy przekonanie autorów, że nie jest w stanie zapamiętać raz podanej informacji i dlatego trzeba mu ją powtórzyć trzykrotnie.

Ze zgrozą przyjęłam fakt, że autorzy deklarują kolejne trzy tomy (minimum). Jak sami zauważają, ten tom kończy się tak, że spokojnie mógłby stanowić zamknięcie całości. I tak, powinien! Od pewnego czasu czytając serię o Kate Daniels, mam ochotę zakrzyknąć: „Kończ waść, wstydu oszczędź!”, bo zdecydowanie się już wypaliła.

Autor: Ilona Andrews
Tytuł: Magia niszczy
Tytuł oryginalny: Magic Breaks
Tłumaczenie: Kaja Wiszniewska-Mazgiel
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 460
ISBN: 9788379644056