Wojna nieskończoności – Jim Starlin, Ron Lim i inni

Sierpień 25, 2019

Sentyment na czasie

Maciej Rybicki

Rozrost naszego rynku komiksowego w ostatnich latach to wydarzenie bez precedensu. Szeroko rozumiana moda na komiksy w znacznym stopniu napędzana jest ich wszechobecnością w kulturze popularnej. Myślę jednak, że częścią tego zjawiska jest także fakt, iż do głównych konsumentów rozrywki należy pokolenie dorastające w latach 90. – to, które było pierwszym pokoleniem mającym trwały kontakt z amerykańskim komiksem superbohaterskim. Tzw. Pokolenie TM-Semic to obecnie ogromna grupa trzydziesto-, czterdziestolatków, którzy widząc trykociarzy szturmujących ekrany kin i telewizorów, coraz chętniej sięgają po ich komiksowe pierwowzory, dokładnie te, których przygody śledzili w młodości. Trudno dziwić się wydawcom, którzy tego typu sentymenty bardzo lubią monetyzować. Doczekaliśmy się kolejnych wznowień klasyków wydawanych dawniej przez TM-Semic lub też pozycji z tamtej ery komiksu, które szansy nad Wisłą nigdy nie dostały. Do pierwszej z tych grup należy wydana właśnie przez Egmont „Wojna nieskończoności”.

W najprostszych słowach można określić zawartość tego tomu jako obszerne wydanie kolejnego z wielkich crossoverów kosmicznej części uniwersum Marvela. W pewnym sensie jest to zatem kontynuacja wątków popularnej „Rękawicy nieskończoności”. Po raz kolejny spotykamy się z Adamem Warlockiem, Thanosem i innymi bohaterami znanymi z gwiezdnych komiksów Domu Pomysłów, po raz kolejny także ich los zostanie spleciony z ziemskimi bohaterami. Tym, co odróżnia tę historię od wcześniejszych, jest jednak rola, jaką odgrywa w niej Thanos. Ten etatowy superzłoczyńcą staje tu bowiem po stronie obrońców wszechświata… podobnie jak choćby Galactus. Głównym antagonistą jest tu bowiem Magus, złe alter ego Adama Warlocka. Cały komiks został zresztą mocno osadzony w marvelowskim kosmosie – choćby pobieżna znajomość pewnych historii i postaci z pewnością pomoże w lekturze oraz ją wzbogaci. I jak to w marvelowskim kosmosie bywa, jest epicko i kolorowo. Bohaterowie po raz kolejny stają do walki z kosmicznym zagrożeniem, a na szali leży istnienie całego wszechświata. Dzięki temu, że historia zawiera kilka wyraźnych wątków mamy naprawdę fajną dynamikę, zaś balans między akcją a dialogami jest odpowiedni. Na słowa uznania zasługuje także dobór zawartości omawianego tomu. Oprócz zasadniczej, sześcioczęściowej miniserii zamieszczono tu także zeszyty „Warlock and the Infinity Crusade” a także „Marvel Comics Presents”, które uzupełniają główny wątek opowieści. Dzięki temu uzyskujemy znacznie pełniejszy obraz wydarzeń.

Od strony graficznej „Wojna nieskończoności” to prawdziwa uczta dla fanów stylistyki lat 90. Dynamiczne kadry, dużo detali, nieco napakowane postacie i urokliwy płaski kolor – wszystko to znajdziemy na kartach tego komiksu. Znakomitą robotę, jak zawsze, wykonał Ron Lim. Nie są to co prawda najlepsze prace etatowego rysownika marvelowskiego uniwersum, ale i tak niektóre kadry zapadają w pamięć na lata. Równie dobrze prezentują się szkice w zamieszczonych tu zeszytach „Warlock and the Infinity Watch”. Muszę przyznać, że mam sporo sentymentu do klasycznych designów postaci takich jak Gamora czy Drax. Ciekaw jestem zresztą, ilu z czytelników znających jedynie ich filmowe oblicza będzie w stanie rozpoznać te postaci.

Na koniec chciałem zostawić kwestię sentymentu – wielu mówiło, że „Wojna nieskończoności” jest poniekąd odgrzewanym kotletem, wszak pojawiła się na kartach semicowskiego Mega Marvel w 1994r. No i faktycznie, szybki rzut oka na niektóre z plansz (choćby otwierające sekwencje ze strachem na wróble zrobionym z kostiumu Thanosa, Studnią Nieskończoności czy też pojedynkiem dwóch Thanosów) wywołuje nostalgię i przypomina lekturę sprzed 25 lat. Tęskniący za komiksami z tamtej ery będą więc piać z zachwytu. Tyle tylko, że lektura pokaże nam też, iż niegdysiejsza „Wojna Nieskończoności” średnio ma się do jej pełnego wydania. Przyczyna jest bardzo prosta – TM-Semic przedstawiło nam tak naprawdę perypetie Fantastycznej Czwórki, przy okazji zahaczając o niektóre motywy crossovera. Liczba stron, które faktycznie pojawiają się w obu komiksach jest więc de facto niezbyt duża (ok. 50 stron, czyli ~13% zawartości nowego wydania, mniej niż połowa stron z wydania TM-Semic), pomijając już fakt, że czasem pojawiają się one w zupełnie innej kolejności. Z tej perspektywy Mega Marvel 3/94 można traktować jako uzupełnienie właściwej historii.

Bardzo cieszy mnie fakt sięgania przez Egmont po reedycje klasycznych marveowskich crossoverów. Pomijając już fakt, że to niewątpliwa klasyka komiksu (i to jak najbardziej na czasie, wszak Avengers podbijali kina mniej więcej w czasie premiery omawianego tomu), to jeszcze mamy okazję wrócić do dawnych czasów i zupełnie na nowo (w pełni) docenić opowieści, które rozpalały wyobraźnię lata temu. Na szczęście jednak „Wojna nieskończoności” oferuje nie tylko grę na sentymencie – to po prostu kawał solidnej kosmicznej superbohaterszczyzny bawiącej mimo lat, które upłynęły od premiery. I choćby dlatego warto po ten komiks (a najlepiej po całą tzw. Trylogię Nieskończoności) sięgnąć.

Tytuł: Wojna nieskończoności
Scenariusz: Jim Starlin
Rysunki: Ron Lim, Tom Raney, Angel Medina, Larry Alexander i Shawn McManus
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: The Infinity War (The Infinity War #1-6, Marvel Comics Presents #108-111, Warlock and the Infinity Watch #7-10)
Seria: Klasyka Marvela
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 400
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-3484-3