Potężna Thor. Grzmiąca krew – Jason Aaron, Russel Dauterman

Sierpień 24, 2019

Wojna, wszędzie wojna

Maciej Rybicki

Przygoda Jasona Aarona z perypetiami bóstwa gromu trwa w najlepsze. Chociaż zmieniają się tytuły kolejnych serii – „Thor Gromowładny”, „Thor”, teraz „Potężna Thor” – scenarzysta konsekwentnie trzyma się kilku motywów, które tworzą spektrum tematyczne komiksu. Dzięki temu seria Aarona zyskuje swój specyficzny charakter. Kolejna zmiana szyldu, związana ze swoistym „restartem” uniwersum Marvela po wydarzeniach „Tajnych Wojen”, nie przyniosła jednak specjalnych zmian w przypadku przygód Thora… a właściwie Thorzycy… Choć w sumie Odinson też jest w to włączony… No właśnie, trochę to skomplikowane.

Aby uprościć, przypomnę tylko, że skupiamy się na historii Jane Foster, obecnej posiadaczki mocy Thora, która w życiu prywatnym zmaga się z rakiem. Jednocześnie nie bardzo wiadomo co stało się z samym Odinsonem, w Asgardzie panuje polityczny rozłam, zaś Malekith przy wsparciu korporacji Roxxon planuje podbój wszystkich światów. Krótko mówiąc – dzieje się. W zasadzie każdy ze wspomnianych wątków (może poza tym dotyczacym Odinsona) jest tu należycie rozbudowany, choć widać wyraźnie pewną sekwencyjność. Aaron otwiera bowiem swoją nową (?!) serię nieco nostalgicznie, a z pewnością emocjonalnie, od sceny z udziałem Jane Foster poddającej się chemioterapii. Bardzo szybko zostajemy jednak wraz z bohaterką wciągnięci w wir wydarzeń zwiastujących rozpoczęcie przerażającej wojny. Uderza ogromny kontrast pomiędzy słabą, chorą Jane a jej uzbrojonym w Mjolnir boskim obliczem. Jest on jeszcze wyraźniejszy, gdy okazuje się, że przyjęcie postaci Thora nie pozostaje bez wpływu na terapię kobiety. Trzeba przyznać, że Aaron wykonał znakomitą robotę, kreując tę postać. Można się było bowiem obawiać, że wprowadzenie żeńskiej wersji Gromowładnego okaże się niczym więcej niż prostym zabiegiem typu gender-bender niespecjalnie budującym nową postać, a jedynie modyfikującym obecną. Tak się jednak nie dzieje, Aaronowska Jane/Thor jest w równym stopniu nowym wcieleniem boga gromu, co tą samą Jane, jaką znamy od lat 60. Przede wszystkim to postać niezwykle mocno osadzona w świecie Thora, ma swoje własne doświadczenia i opinie – i to na ich podstawie działa. Widać to znakomicie choćby w jej relacjach z Lokim (choć przecież nie ma on pojęcia, kto tak naprawdę dzierży młot). To silne osadzenie w historii marvelowskiego Asgardu jest zresztą ogólną zaletą runu Aarona. Nie sprowadza się bowiem do jednej postaci, a scenarzysta maluje pełną panoramę świata, co powoduje, że jest on głębszy, a z pewnością żywszy.

Wspomniane powyżej elementy, choć rzucające się w oczy, stanowią jednak raczej ozdobniki względem tego, czym „Potężna Thor” jest w swej zasadniczej części – komiksem rozrywkowym, i to raczej niespecjalnie wyrafinowanym. Mamy więc tu solidną ilość akcji z akuratną porcją obowiązkowego mordobicia, mamy też spiski i intrygi, trochę konfliktów interpersonalnych… słowem: wszystko to, czego potrzeba do stworzenia dynamicznej przygodowej opowieści. Co dość istotne, w najnowszym tomie Aaron uderzył w nieco poważniejszy ton. Mniej tu gry konwencją, prostych żartów czy komediowego sznytu. Gdy w grę wchodzą wojna, lojalność czy choroba, robi się na stronach „Grzmiącej krwi” naprawdę poważnie. Tu tkwi zresztą największy minus komiksu, a mianowicie postać „wielkiego złego”. Choć Malekith niewątpliwie „ma papiery” do bycia głównym antagonistą, to sposób, w jaki portretuje go Aaron, nie do końca przekonuje. Jest on bowiem groteskowy na granicy kiczu, co gryzie się z nieco poważniejszym wydźwiękiem tego tomu (nawet jeśli znacznie lepiej grało w tomach poprzednich, np. „Przeklętym”). Na szczęście to w zasadzie jedyny poważniejszy zarzut, jaki można postawić albumowi otwierającemu najnowszą serię o bogu gromu.

Graficznie „Grzmiąca krew” jest spójna z poprzednimi tomami serii. Russell Dauterman trzyma się swojego szczegółowego, dynamicznego stylu i trzeba przyznać, że taka kreska „robi robotę”. Co prawda można by sarkać, że jest może nieco zbyt kolorowo, ale przynajmniej dzięki temu zostaje zachowana spójność wizualna serii. Generalnie rysunki plasują się powyżej marvelowskiej średniej.

„Grzmiąca krew” to bezpośrednia kontynuacja wątków rozpoczętych we wcześniejszych częściach runu Jasona Aarona. Mimo zmiany tytułu trudno mówić o tym, by otwierał się jakiś nowy etap w historii postaci, czy też nastąpił zwrot fabularny. W tym sensie nie można rozpatrywać albumu w oderwaniu od poprzedników… co w zasadzie można uznać za jego zaletę. Thor Aarona jest bowiem solidną pozycją rozrywkową, mocno osadzoną w historii postaci. Najnowszy album utrzymano w nieco poważniejszym tonie, myślę jednak, że to jego spory plus. Teraz pozostaje nam jedynie czekać na kolejny odcinek asgardzkiego serialu.

Tytuł: Grzmiąca krew
Seria: Potężna Thor
Tom: 1
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Russel Dauterman
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Tytuł oryginału: The Mighty Thor vol.1: Thunder in Her Veins (The Mighty Thor #1-5)
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: kwiecień
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-3495-9