Drzewo wspomnień – Małgorzata Lewandowska, Magdalena Lewandowska

Sierpień 7, 2019

Źle się dzieje w państwie Witii

Jagoda Wochlik

Małgorzata i Magdalena Lewandowskie to duet sióstr – jedna z nich odpowiada za treść, druga natomiast za ilustracje. „Drzewo wspomnień”, powieść fantasy otwierająca cykl „Witia”, jest ich wspólnym debiutem. Na koncie mają jeszcze opowieść dla dzieci „Korkiem i pralką, czyli dziennik strażnika ładu Wszechświata”. Pierwotnie „Drzewo wspomnień” ukazało się jako e-book wydany przez autorki, ale w 2018 roku wyszło w formie papierowej pod szyldem Genius Creations.

Saja ma zaledwie dwanaście lat, kiedy jej rodzinny dom zostaje napadnięty. Rodzina ginie, a dziewczynka musi uciekać. Nie widząc innego sposobu, świadomości jej przodkiń nawiązują z nią kontakt i uświadamiają jej, że jest Witią – władczynią Daboru. Teraz bohaterka musi zrobić wszystko, aby pozyskać sojuszników i odebrać należny jej tron.

Mam pewien problem z „Drzewem wspomnień”. Bowiem nic w tej powieści nie jest bardzo złe, ale nic też nie jest bardzo dobre. Podoba mi się świat przedstawiony, szczególnie nawiązania do wierzeń dawnych Słowian. Podoba mi się zbudowanie historii z wykorzystaniem łatwych do odczytania odniesień – do dziejów państwa polskiego przed przyjęciem chrztu oraz Cesarstwa Niemieckiego.

Powieść jest w sumie nieźle napisana i w miarę wciągająca. Wyczuwa się, że autorki znają i lubią temat, jaki podjęły. Świat przedstawiony nie jest może naszpikowany mnogością szczegółów, ale został na tyle dobrze wykreowany, że czytelnik jest w stanie zupełnie dobrze go sobie wyobrazić. Niewątpliwym plusem są także naprawdę klimatyczne ilustracje, które dodają całości uroku.

Z drugiej jednak strony powieść miewa dłużyzny, a chwilami bywa schematyczna. Znów mamy do czynienia z wyświechtanym motywem wybrańca, jedynej, która ma nadejść i poprowadzić swój lud ku lepszemu. Nie bardzo to oryginalne, prawda? Poza tym, i to już kwestia osobistego odbioru, drażnią mnie dwunastolatki, które zachowują się jak dorosłe i mądre kobiety, które niejedno już widziały, niejedno przeżyły. Owszem, można to tłumaczyć czasami, można tym, że bohaterka ma w głowie całą wiedzę przodków, ale w sumie najsensowniejsze decyzje podejmuje wtedy, kiedy wyrzuca z głowy przodkinie. W wieku dwunastu lat zna się na polityce i potrafi snuć dalekosiężne plany. Rozumiałabym to jeszcze, gdybyśmy mówili o powieści młodzieżowej. Wtedy w porządku, bohater jest dostosowany wiekiem do odbiorcy i nikogo nie dziwi, że jedenastoletni Harry Potter ratuje świat. Ale po co takie banialuki w książkach dla dorosłych? Zwłaszcza że nic nie stoi na przeszkodzie, by Saja przebudziła się do bycia Witią już jako dorosła osoba (podobnie jak jej przodkinie, ale nie, bo przecież wtedy nie byłaby wyjątkowa, prawda?). Wtedy nikt by mi nie musiał wmawiać, że dwunastolatka w pojedynkę potrafi uratować świat. Bohaterka zwyczajnie nieco za bardzo pachnie Mary Sue.

Kwestia druga – w „Drzewie wspomnień” Małgorzata Lewandowska sili się na stylizację językową. W stosowaniu archaizmów nie byłoby nic złego. W porządku, mamy jakąś tam wersję przedchrześcijańskiego świata, więc dostosowujemy język do czasów. To się chwali, jeśli jest zrobione dobrze. Ale z jednej strony pojawiają się archaizmy, a z drugiej nikt nie zadbał o to, by wyrugować kompletnie współczesne stwierdzenia typu „no to pojechałaś”, „mam przerąbane” czy „trzymaj się cieplutko”. Przepraszam bardzo, to albo rybki, albo akwarium. Albo bawimy się w stylizację, albo uznajemy, że to powieść fantasy, więc bohaterowie mogą do siebie mówić zupełnie współczesnym językiem.

Książka ma też mankament większości powieści fantasy, bowiem stanowi część większej całości. Tutaj niestety jest jeszcze gorzej. Otóż dostajemy niezamkniętą historię, która urywa się gdzieś w połowie (1/3?). Biedny czytelnik brnie przez pięćset stron, by dowiedzieć się, że „nic z tego, reszta w następnym odcinku”. Jak powiedziałaby Czerwona Królowa z „Alicji w Krainie Czarów” Tima Burtona: to takie trochę „oszukaństwo”. Myślę, że po włożeniu wysiłku w zapoznanie się z tą historią czytelnikowi należy się więcej niż to, co dostaje. Ostatecznie zostaje wystrychnięty na dudka, bo nikt nas nie uprzedza, że na koniec otrzymujemy jedynie masę pourywanych wątków i nic więcej, a kontynuacja nastąpi nie wiadomo kiedy (jeśli w ogóle).

Tytuł: Drzewo wspomnień
Autor: Małgorzata Lewandowska, Magdalena Lewandowska
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: wrzesień 2018
Liczba stron: 522
ISBN: 9788379951994