Karpie bijem – Andrzej Pilipiuk

Sierpień 6, 2019

Jakuba czar…

Hubert Przybylski

Pomyślcie sobie, co by było, gdyby ludzkość szlag trafił, a na tereny dzisiejszej Polski przylecieli po latach od katastrofy naukowcy z jakiejś innej planety. Część na pewno zajęłaby się badaniem naszego pisma, pozostałości po książkach, gazetach i innych takich tam epistolografiach. I gdyby już poznali nasz język, to na bank doszliby do wniosku, że najczęściej opisywaną postacią w naszym kraju był Jakub Wędrowycz*. Ale czy można się temu dziwić? Do niedawna jakubowy licznik wyświetlał setkę opowiadań, kilka mikropowieści i epizody w cyklach Norweski Dziennik, Kuzynki, Pan Samochodzik czy Wampir z …, a nawet w zbiorach opowiadań bezjakubowych**. Teraz doszło jeszcze kolejnych siedemnaście opowiadań, w postaci dziewiątego już tomu przygód najsłynniejszego polskiego cywilnego egzorcysty i bimbrownika, zatytułowanego „Karpie bijem”. Czy prawie trzy lata przerwy nie odbiły się na jakości jakubowych opowiadań? O tym za momencik.

Albowiem najsampierw tradycja, czyli przedstawienie fabuł zawartych w tomie opowiadań. A więc*** tak. W „Gumofilcu” poznamy autentyczne**** fakty dotyczące kulis pojawienia się na ziemi tego cudownego obuwia. „Chatka” cofnie nas do czasów drugiej wojny światowej i partyzanckich przygód Jakuba i Semena w oddziale Wypruwacza. Wspomniani bohaterowie w „Zleceniu” wezmą się za śledztwo w sprawie powtarzających się co roku w Światowym Dniu Przytulania zaginięć. „Sztuka kopania” dotyczy problemów współczesnej geologii. W „Najcenniejszej ze złotych myśli” pewien nauczyciel oceni postępy w nauce wnuka Jakuba, Piotrusia. Z kolei „Rycerz burej onucy vulgo Leonidas współczesny” to przedstawienie prawdziwej historii grunwaldzkich dwóch nagich mieczy. „Złota kaczka” jest kolejnym przykładem tego, że Wędrowycz potrafi się zemścić, zwłaszcza gdy cudze krzywdy odbiją się na nim rykoszetem. „Polak potrafi” to zapis dochodzenia prowadzonego przez Jakuba i Semena w sprawie nowego biznesu Bardaków. Podobnie jest zresztą w „Indiańskim lecie”. Natomiast „Najlepszy samogon świata” wyjaśni zagadkę niejakiego Kapitana Nemo. „Drzwi” zaprowadzą nas do…, nie, nie do Narni, ale alternatywnej wersji Ziemi. W „Żonie” wreszcie będziemy mieli okazję poznać ukochaną żonę Jakuba, Helenę, a wszystko za sprawą śledztwa prowadzonego przez Birskiego i Rowickiego po wpłynięciu kolejnego, prawie że anonimowego donosu. „Kolejka” to wspomnienie zmagań, jakie Jakub z Semenem toczyli u schyłku komuny z pewnym demonem. Za to w „Bekonie z jednorożca” zmierzą się oni z jedzeniem z alternatywnej Ziemi oraz kolejnym bytem chcącym zagłady ludzkości. „Nadgorliwy” to podróż w czasie i spotkanie z nieodrodnym synem matki bolszewii. W sumie to „Wujaszek Edward” traktuje o podobnych kwestiach, tyle że w czasach nam współczesnych. Ostatni tekst ze zbioru – „Wizyta” – to odwiedziny w domku samej Śmierci.

Pierwsza myśl*****, jak przewędrowała przez moją głowę po lekturze „Karpie bijem”, to było: „Ale dlaczego tylko Jakub i Semen”? Bo choć Jakub często-gęsto cofa się w czasie albo wędruje po alternatywnych Ziemiach, wszędzie występuje tylko z Semenem (i tylko alternatywnego Semena spotykają). A gdzie jest Józef Paczenko, gdzie inni lokalni bohaterowie drugiego i trzeciego planu, którzy zaludniali pierwsze tomy opowiadań? Mam wrażenie, że ten sam zarzut lekkiego wkradania się postaciowej monotonii wysuwają też inni jakubomaniacy. Jakby sam Wielki Grafoman przestał nadążać za stworzonym przez siebie uniwersum i na gwałt potrzeba mu zawodowego redaktora, takiego w zachodnim stylu, który będzie znał na wyrywki jego utwory i umiał podpowiedzieć, co zrobić, że nowe teksty były lepsze. I nie, nie mam tu na myśli siebie******. Taki redaktor nie może być fanatycznym „wyznawcą” prozy Pilipiuka. To ma być ktoś, kto podejdzie do niej z chłodnym, merytorycznym spojrzeniem.

Ale choć bardzo brakowało mi tej pięknej wieloplanowości i urozmaicenia tekstów z pierwszych tomów przygód Jakuba, to bynajmniej nie mógłbym zarzucić Pilipiukowi braku świeżych pomysłów. Pod tym względem ciągle bije Wielkiego Zachodniego Grafomana******* o niejedną długość. Aż sam się dziwię, że wciąż nie jest zauważany przez polskich filmowców. Serial na podstawie przygód Jakuba byłby hitem. Nie tylko dlatego, że czegoś takiego jeszcze w naszej kinematografii nie było. Prosty, rubaszny humor w stylu „Miodowych lat”, „Świata według Kiepskich” czy momentami „Rancza” w połączeniu z rozwiązywanymi przez Jakuba zagadkami, dawkami horroru i sensacji, a wszystko to w środkowoeuropejskich klimatach trafiłby do wielu, nie tylko w naszym kraju. Szkoda, że zamiast tego nasi filmowcy rzucają się na prozę fantastyczną, której nie są w stanie przenieść na ekran. Gdy tymczasem w serialu o Jakubie przeszłyby nawet elfy wyglądające jak normalni zdrowi Apacze.

A wracając do książki, to najbardziej podobały mi się „Sztuka kopania”, „Najcenniejsza ze złotych myśli” i „Wizyta”. Te opowiadania to solidne „dziewiątki”, niezbyt rozbuchane, zwarte, niezdradzające zakończenia, ze świetną, mocną puentą. Najsłabiej oceniłbym „Rycerza burej onucy vulgo Leonidasa współczesnego”, na jakieś 5/10. Pozostałe, jak logika wskazuje, zmieściłyby się pomiędzy tymi notami, z tym że większość oscylowałaby w okolicach siódemki.

Moja ocena całości? 9/10. Normalnie dałbym ósemkę, ale Wędrowycz zawsze ma u mnie punkt więcej. Bo tak. To bardzo dobry tom opowiadań jakubowych, który mimo drobnych potknięć nie przynosi ujmy całej serii. Wyznawcom Jakuba******** polecać go nie trzeba. Dla miłośników********* prozy Pilipiuka będzie stanowił miłą odskocznię od poważniejszych tekstów. A pozostałym osobnikom rodzaju ludzkiego podejdzie albo nie, ale to zależy już od preferencji czytelniczych tychże osobników. Jeśli ktoś nie czytał, to proponuję spróbować Jakuba, najwyżej rezultatem lektury będzie kac jak po nadużyciu pryty truskawkowej ze spirytusem. Wstrząśniętej, nie mieszanej.

Tytuł: Karpie bijem
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: 17.07.2019
Ilość stron:  416 (w tym reklamy i fragment innej książki)
ISBN: 978-83-7964-441-4

*Znaczy nie licząc Jezusa. Ale mam wrażenie, że Pilipiuk w ciągu kilku lat może to zmienić.
** To jest dopiero perfidia.
*** Wiem, nie zaczyna się zdań od „A więc”. Ale dlaczego nie?
**** Mówcie co chcecie, ale w przeciwieństwie do zwykłych faktów autentycznych nie da się podważyć.
***** Znaczy jak już się uspokoiłem po kilku atakach szczęścia i wzruszenia spowodowanych lekturą nowych opowiadań jakubowych po tylu latach oczekiwania.
****** Gdzieżbym śmiał. Moja współpraca z Pilipiukiem pewnie ograniczałaby się tylko do uwag w stylu „Dobre! Więcej!”, albo „Bardzo dobre! Jeszcze więcej!”.
******* Stefana Króla.
******** Nie mylić z Jakubem Szklarzem.
********* Lub, jak to mówią ludzie nieużywający gwary suwalskiej mazurzącej – „Miłośnikom”.