Oblężenie – Geraint Jones

Lipiec 27, 2019

Wojna i miłość. I urwał nać.

Hubert Przybylski

Muszę się Wam, moi najdrożsi Szortalowicze, do czegoś przyznać. Nie cierpię wulgaryzmów w literaturze. Niby moja ścieżka kariery, poprzez długie lata pracy z najniżej wykwalifikowaną siłą roboczą, powinna mnie przynajmniej ździebko uodpornić na bluzgi, ale nie uodporniła. Może jedynie sprawiła, że sam częściej posługuję się podwórkową łaciną*, ale nie znaczy to, że lubię to robić. Enyłej, w drugim tomie przygód Corvusa vel. Felixa, „Oblężeniu” Gerainta Jonesa, wulgaryzmów jest jeszcze więcej niż w pierwszym, „Krwawym lesie”. Czy mimo tego tę powieść oceniam równie dobrze, jak poprzednią? O tym za malutki momencik.

Albowiem najsamprzód tradycja i te sprawy, czyli wprowadzenie do fabuły książki. Jeśli ktoś z Was jeszcze nie czytał pierwszego tomu, to ten akapit sobie odpuśćcie, bo będą spoilery. Także teges – jesteście ostrzeżeni. I żeby mi potem bluzgania nie było. Wracając do fabuły „Oblężenia”. Jak wiecie**, Corvus/Felix przetrwał zagładę legionów Warusa i wraz z innymi ocaleńcami dostał się do germańskiej niewoli. Złamani fizycznie i mentalnie, sprowadzeni do roli normalnych zdrowych niewolników, zostają użyci przez ludzi Arminiusza do zdobywania pogranicznych rzymskich fortów. Gdy trafiają pod Fort Aliso, dostrzegają okazję i po dramatycznej ucieczce stają się częścią oblężonej załogi. Przyjdzie im się zmierzyć nie tylko z oblegającymi ich Germanami, ale i z tajemniczym wrogiem, który czai się wewnątrz murów. A także z demonami siedzącymi w ich własnych głowach.

Powiem tak – zagramaniczne* oceny nie kłamały. „Oblężenie” jest lepsze od „Krwawego lasu”. Akcja jest bardziej zwarta, nie ma niepotrzebnych przestojów, wszystko jeszcze bardziej trzyma się logicznie* kupy. Do tego pogłębiła się warstwa psychologiczna, doszedł wątek miłosny, dzięki któremu jeszcze łatwiej utożsamiałem się z głównym bohaterem. Wszystko to sprawiło, że opowiadana historia jest jeszcze soczystsza i wiarygodniejsza.

W pierwszej chwili żałowałem, że opis oblężenia nie jest na miarę tego z „Legendy” Davida Gemmella, ale teraz myślę, że jest taki, jak trzeba. Tam mieliśmy sytuację widzianą oczami wielu bohaterów, od cywilów przez żołnierzy szeregowych po dowódców i herosów, więc opis był maksymalnie pełny. U Gerainta Jonesa mamy tylko jeden punkt widzenia – (nie)zwykłego piechociarza, który zauważa problemy, bo ma na tyle inteligencji, żeby je widzieć i rozumieć ich przyczyny oraz skutki, ale tylko je odnotowuje, bo nic z tym nie może zrobić. Skupia się na tym, na co może mieć wpływ. Na umożliwieniu przeżycia niebezpieczeństw walki swoim przyjaciołom z drużyny, na ich stanie psychicznym, na podstawowych potrzebach – jedzeniu, schronieniu przed deszczem i chłodem, suchym odzieniu, ranach. I powiem Wam, że takie podejście do tematu podoba mi się bardziej.

Przy recenzji „Krwawego lasu” przyczepiłem się do mnogości wulgaryzmów, którymi zalewa nas autor. Przez te kilka miesięcy jednak ździebko lepiej zrozumiałem, dlaczego tak się dzieje. Wystarczyło posłuchać podcastów Gerainta Jonesa, które nagrywał, żeby pomóc sobie i innym weteranom. Szeregowi żołnierze pochodzą przeważnie z najniższych warstw społecznych. Bez wykształcenia, wychowani przez ulicę, ich jedyną szansą na wyrwanie się ze swojego środowiska, na jakąkolwiek przyszłość, jest armia. Tyle że w niej trafiają w takie okoliczności przyrody, które raczej nie sprzyjają nabieraniu ogłady i konwenansom. Zresztą, jak się dostaje przyjacielskie pchnięcie mieczem lub wpada pod ostrzał moździerzy, to kultura osobista jest ostatnią rzeczą, o której się pamięta. W takich, powtórzę, okolicznościach przyrody, wulgaryzm jest w gruncie rzeczy niezbędny, żeby nie zwariować. Jest wentylem bezpieczeństwa, najpowszechniejszą i najprostszą metodą rozładowania napięcia. Podstawowym lekiem z psychologicznego FAKa*. Poza tym kiedy ludzie stają się wojennymi braćmi, nie trzeba dużo słów, żeby się zrozumieć. Krótkie żołnierskie „urwał nać” wystarcza. Więc tak – w książkach pisanych przez weteranów o weteranach, albo gdy lektura traktuje o jakimś elemencie aspołecznym, jestem już w stanie dojść do porozumienia z wulgaryzmami. Ale tylko tam. Gdy będę czytał utwory o królach rzucających mięchem jak jakie pijane szewco-świniopasy, to może się zdarzyć, że potem, w recenzji, będę się podobnie odzywał do autorów tychże utworów.

Moja ocena? 9/10. Geraint Jones bardzo szybko nadrobił zaległości i udało mu się poprawić większość błędów, które popełnił przy pisaniu poprzedniej części cyklu. To sprawiło, że „Oblężenie” pochłonąłem błyskawicznie i nabrałem jeszcze większej ochoty na ciąg dalszy. Zdaję sobie sprawę, że nie do wszystkich tak bardzo męska lektura trafia, zwłaszcza dziewczyny będą z nią miały problemy, ale dla faceta, który szuka prawdziwej, mocnej, soczystej, jadącej po emocjach i pełnej akcji powieści „Oblężenie” Gerainta Jonesa będzie powieścią bliską ideału.

Przy okazji chciałbym poprosić wydawnictwo REBIS, żeby jak najszybciej zakupiło, przetłumaczyło i wydało wspomnieniową książkę Gerainta Jonesa, „Brothers in Arms: Real War. True Friends. Unlikely Heroes”. Byłaby świetnym uzupełnieniem cyklu i pomocą w lepszym zrozumieniu tego, co autor chce nam przekazać. Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

Tytuł: Oblężenie
Autor: Geraint Jones
Tłumaczył: Mirosław P. Jabłoński
Wydawca: REBIS
Data wydania: 25.06.2019
Ilość stron: 440 (zero reklam)
ISBN: 978-83-8062-328-6

*Z drugiej strony z wiekiem mam coraz mniej cierpliwości dla głupoty swojej i ludzi wokół, więc czasami zwyczajnie muszę porzucać sobie mięchem, żeby nie zwariować. Albo nie zejść na skrupuły.
** Znaczy, Ci z Was, najdrożsi z najdroższych Szortalowiczów, którzy przeczytali „Krwawy las”.
*** No bo ile można używać słowa „zgniłozachodnie”? Poza tym u mnie na we wioscy wszyscy tak mówią.
**** Hłe, hłe, najpierw napisałem „logicznej”. Niby brzmi podobnie, ale chyba jednak ździebko inaczej można by to było zrozumieć.
Normalnie zdrowo pierwszy raz spotkałem literackiego bohatera, który w sprawach sercowych popełniałby tyle samo podobnego kalibru błędów, co ja.
***** https://www.youtube.com/channel/UCFWpzsAvNVg2M2rjwibkdSg/videos i https://www.instagram.com/grjbooks/?hl=pl
****** I już słyszę, jak się zaczyna. „Proszę pani, a nieświeć napisał brzydkie słowo”. Dla niekumatych – FAK to skrót od First Aid Kit. Czyli zagramanicznego odpowiednika naszego swojskiego zestawu pierwszej pomocy.
** *****Jak litewski TIR po znakach drogowych.